Co 20 sekund , na
całym świecie, Terracotta od Guerlain znajduje miejsce w torebce kolejnej
kobietki :-) Hmm… szkoda, że nie w mojej (miejsce by się jak najbardziej znalazło) :-)
Pewnie, że
chciałabym aby pocałunek słońca muskał moją mordkę :-) dlatego, korzystając z okazji postanowiłam go sobie zorganizować (dzięki
Madzia;-) )
Kolor 03 brunette
(tak wiem, jeszcze dużo blondu zostało na mojej głowie, ale już czuję się bardziej
brunetką;-) ) jest tak naprawdę uniwersalny. Idealny także dla szatynek oraz
blondynek.
Transfer do
dalekiego, egzotycznego raju gwarantuje wyjątkowy zapach, typowy dla tej marki. Design
opakowania jest odzwierciedleniem osobowości, a sama konsystencja po prostu
urzeka swoim wyglądem i daje uczucie luksusu.
Idealnie stapia się
ze skórą tworząc subtelny efekt rozświetlenia, magiczną mgiełkę...
Trzytygodniowe
opalanie zastępuje trzy sekundową aplikacją. Niweluje nawet najbardziej
zszarzałą cerę, dodając jej radości i życia. Ogarniając wszystkie odbicia
słońca, rozświetla twarz nadając jej naturalny i zdrowy blask.
Teraz wiem, czego zawsze brakowało mojemu
dziennemu makijażowi :-) To małe
pudełeczko przenosi w podróż do serca pustyni z której wraca wypoczęta,
uśmiechnięta, zjawiskowa babeczka :-)
Pięknie koloruje twarz, nadaje słoneczną poświatę i
najważniejsze… nie zrobi z twarzy pomarańczy :-) (ten owoc kojarzy się z samymi niedoskonałościami :-/ )
Najchętniej wstawiłabym
go za szklaną gablotę, i nie potrzeba by było nic więcej, tworzyłby najbardziej reprezentatywne wnętrze :-) A oprócz tego, że żal go naruszać ma w sobie niewiarygodną moc :-) Jest jak czekolada…nigdy go zbyt wiele :-) z przewagą dla Terracott-y bo nie pozostawia po sobie śladów w postaci cellulitu;-)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz